Blog
Blackstone Audio rezynuje z DRM
Na początku kilka słów wytłumaczenia - przerwa na BOA związana była z intensywnymi przygotowaniami do egzaminów doktorskich i odreagowywaniem po tychże. Wszystko przebiegło zgodnie z planem a BOA powraca do życia.
Cory Doctorow pisze na BoingBoing, że Blackstone, jedno z największych wydawnictw na świecie publikujących książki w formacie audio zamierza zrezygnować z zabezpieczeń DRM i przejść na format mp3. Wcześniej taką decyzję podją Random House Audio i podobno to dopiero początek. Doctorow zastanawia się, kiedy tą drogą pójdzie gigant Audible, który dostarcza audiobooki do iTunes.
W liście skierowanym do autorów Blakcstone uzasadnia swoją decyzję używając następujących argumentów:
- odrzucenie zabezpieczeń DRM jest w interesie klientów, którzy będą mieli swobodę odtwarzania zakupionych plików na wszystkich urządzeniach;
- brak DRM jest w interesie producentów i autorów ksiażek audio, którzy zyskują nowe możliwości dotarcia do klienta;
- stosowanie formatu .mp3 nie jest równoznaczne z otwarciem drzwi piratom, gdyż Blackstone planuje specjalnie oznaczać pliki tak aby wiadomo było skąd pochodzą ( choć Doctorow podkreśla, że watermarking jest łatwy do obejścia).
Wyboista droga do przyjemnej lektury online
Kilka tygodni temu pisałam o wydawnictwie HarperCollins, które odważyło się umieszczać wybrane książki w całości w internecie. Cytowany w tamtym wpisie pisarz Neil Gaiman zdecydował się oddać w ręce internautów swoją książkę “American Gods”. Okazuje się jednak, że lektura online nie jest ani łatwa ani przyjemna. Cory Doctorow pisze na BoingBoing, że oprogramowanie wybrane do prezentacji tekstu na stronie bardziej przeszkadza niż pomaga w lekturze. Strony ładują się wolno, nie ma udogodnień ułatwiających czytanie z ekranu. Doctorow twierdzi, że w tym czasie kiedy software ładował pierwszą stronę książki on zdążył już ściągnąć na swój komputer plik z tekstem całej ksiażki, który jest od dawna dostępny w internecie. Takie są właśnie skutki opakowywania otwartych treści w zamknięte i nieprzyjazne użytkownikowi oprogramowanie.
Steven Levy testował ostatnio skaner domowy, który miał w szybkim tempie zamieniać słowo drukowane na pliki cyfrowe do odczytu na ekranie komputerów i urządzeń przenośnych. Ten domowy “ripper”, który mógłby spędzić sen z powiek wydawcom okazał się jednak trudny w użyciu, a efekty jego pracy marnej jakości. Przewodniczący Stowarzyszenia Amerykańskich Wydawców zapytany przez Levy’iego o to, czy nie obawia się zalania internetu cyfrowymi książkami na wzór cyfrowych plików muzycznych odpowiedział, że wydawnictwa są od 10 lat gotowe do sprzedaży książek cyfrowych, a odbiorcy wciąż wolą ksiażki papierowe. I pewnie długo jeszcze będą woleli, jeżeli wydawcy będą im oferować cyfrowe treści w formie zniechęcającej i potwierdzającej bardzo silne przekonanie, że z ekranu się po prostu czytać nie da. Levy twierdzi, że rewolucja przyjdzie wraz z naprawdę dobrymi i przystępnymi przenośnymi urządzeniami do czytania, następcami Kindle i iPhone’a.
O tym, że przyszłość cyfrowych (i nie tylko) książek jest różowa świadczy eksperyment poczytnej autorki poradników finansowych dla kobiet Suze Orman, która umieściła na 33 godziny cyfrową wersję swojej książki “Women&Money” na stronie internetowej Oprah Winfrey Show. W tym czasie książka została pobrana ponad milion razy. Na skutek tej akcji książka awansowała na 6 miejsce w rankingu najlepiej sprzedających się pozycji w księgarni Amazon, następnego dnia zajmowała już pozycję drugą.
Cyfrowe książki poprawiają wyniki sprzedaży wersji papierowych
Jak donosi The New York Times wydawnictwo HarperCollins będzie umieszczać na swojej stronie internetowej wybrane pełne elektroniczne wersje książek. Zabieg ten ma służyć promocji książek - wydawnictwo zakłada, że tak jak w księgarni nie czytamy nigdy całej książki tylko przeglądamy ją przed zakupem, tak w internecie cyfrowa wersja skłoni nas do zakupu papierowej. Książki będą dostępne jedynie przez miesiąc, czytelnicy nie będą mogli ich zapisać na własnym komputerze ani wydrukować.
Na początek HarperCollins umieściło w internecie m.in. ksiażkę Paula Coelho, który sam nie tylko nie sprzeciwia się umieszczaniu własnych książek w internecie, ale wręcz wspiera tych, którzy wrzucają jego książki do serwisów wymiany plików. Coelho twierdzi, że obecność książek w internecie przyczynia się do wzrostu sprzedaży wersji papierowych. Jako przykład podaje “Alchemika”, którego sprzedaż w Rosji wzrosła z 1000 egzemplarzy do 100000 po tym jak książka zaczęła krążyć w internecie. Coelho stworzył nawet osobnego bloga Pirate Coelho, w którym podszywając się pod pirata - wielbiciela, sam umieszcza linki do różnych wersji językowych własnych książek w sieciach p2p.
Neil Gaiman, pisarz fantazy, którego książka również pokaże się na stronach HarperColllins mówi:
Nie każdą z przeczytanych przeze mnie w młodości książek kupiłem w sklepie. Czytałem książki w bibliotekach, czytałem u przyjaciół, czytałem to, co znalazłem u znajomych na parapecie. W końcu zacząłem kupować własne książki i wierzę, że moi czytelnicy także będą to robić.
Książki: dostępne otwarcie, drukowane na żądanie
Ciekawy artykuł z Open Access News na temat inicjatywy Kirtas-Booksurge, w ramach których biblioteki publiczne w Ameryce skanują książki i udostępniają je jednocześnie online i drukiem (w modelu druk na żądanie).
